Najpierw były dwie kreski, potem oczekiwanie, wybieranie ubranek i wyobrażenia o tym, jaki będzie ich syn. Aż przyszedł poród i jedno zdanie, które zmieniło wszystko: „Podejrzewamy, że państwa syn ma zespół Downa”. To historia o tym, jak krok po kroku rodziła się na nowo mama Nikodema — i jak diagnoza przestała przesłaniać jej syna.
***
Informacja o dwóch kreskach była dla mnie szokiem. Miałam trochę inne plany na najbliższe lata, więc w pierwszych miesiącach mniej się tym cieszyłam niż mój mąż, który skakał z radości, odkąd się dowiedział. Trochę mnie to denerwowało, że on jako mężczyzna cieszy się bardziej niż ja – kobieta, która nosi to dziecko w sobie.
W kolejnych tygodniach zmieniłam swoje patrzenie i oszalałam na punkcie wybierania ubranek i akcesoriów dziecięcych. Zaczęłam czytać o wychowywaniu dzieci i mój mąż mnie nie poznawał. Nigdy dzieci mnie nie interesowały i uważałam, że to błahe tematy.
Ciąża przebiegała bez zastrzeżeń. Mimo że nasłuchałam się różnych historii w ciąży od „życzliwych” koleżanek, że trzeba zrobić wiele badań, bo dziecko może być chore, ja czułam pokój i niczym się nie przejmowałam. Przecież nikt w naszej rodzinie nie jest chory, nikt nie stracił dziecka, więc w ogóle temat chorób był mi obcy i nie dotyczył naszych bliskich.
Poród rozpoczął się skurczami. Czekałam jeszcze w domu, aż będą regularne. Gdy nie mogłam już wytrzymać, pojechaliśmy. W opinii położnej rodziłam szybko, ale mnie wydawało się, że trwa to całe życie!
Urodził się Niko. Poczułam jego mokre ciało na moich piersiach. Po chwili lekarka zabrała go ode mnie, bo nie radził sobie z oddychaniem. Nie wiedziałam, co się dzieje, ale byłam tak zmęczona, że nie miałam siły pytać. Po chwili przyszła do mnie i powiedziała, że zabiorą go do cieplarki, bo chcą go trochę pobadać.
Zostaliśmy razem z mężem w pustej sali, wszyscy wyszli. Było cicho. Za moment mąż poszedł na oddział noworodkowy dowiedzieć się czegoś więcej. Przyszła do nas pani doktor i powiedziała, że podejrzewają, że nasz syn ma zespół Downa, ale potwierdzą to jeszcze badania.
Zmroziło mnie. Na ten scenariusz nie byłam gotowa ani trochę. Przecież my jesteśmy zdrowi… Nie chciałam nic jeść ani pić, skuliłam się i chciałam schować się pod kołdrą, aby mnie nikt nie znalazł.
Mąż napisał SMS-y do naszych bliskich, że Nikodem jest już z nami. Ja nie dotykałam telefonu chyba przez kilka dni. Moja mama chciała nam jakoś pomóc i szukała w internecie, czy są organizacje, które wspierają w takich momentach. Trafiła na numer JESTEM i okazało się, że są w stanie zorganizować psychologa w weekend w szpitalu.
Oczywiście na początku zaprotestowałam i nie chciałam z nikim rozmawiać. Ktoś pytał mnie o laktację, ktoś o jakiś bank mleka. Nic do mnie nie docierało. W sumie to chyba nie wierzyłam, że urodziłam dziecko… bo nagle ten chłopiec, którego urodziłam, okazał się chory… tak jakby nie był moim dzieckiem.
Rozmowa z Panią Kasią z JESTEM pozwoliła mi spojrzeć trochę inaczej i zjadłam obiad. Nadal nie chciałam pójść do syna, ale przynajmniej się wykąpałam i nie byłam głodna. Mąż rozmawiał sam z panią psycholog i to on przez pierwsze dni sprawował opiekę nad naszym dzieckiem.
Piszę to już z perspektywy roku. Widzę, że w kolejnych tygodniach stawałam się matką na nowo. Zaczęłam przytulać syna, karmić go i przyjęłam go takim, jaki jest.
Jak na dziecko z trisomią 21 Niko nie ma wielu trudności i może żyć, rozwijać się. Zaczęłam się tym cieszyć, choć na początku miałam wielki żal i bunt. Odbyliśmy cykl spotkań z Panią Kasią, chyba 10. Przed ukończeniem roczku naszego syna stwierdziłam, że na razie nie potrzebujemy już kolejnych. Nie wiem, jak mam dziękować HP JESTEM. Jak patrzę na to, co mogłoby wydarzyć się w naszej rodzinie, z naszym dzieckiem… gdyby nie wsparcie właśnie tych ludzi.
Po kilku miesiącach poczytałam stronę JESTEM. Zorientowałam się, że głównie pomagają w innych sytuacjach, gdy dziecko ma śmiertelną chorobę. Nasz Niko żyje, ale można powiedzieć, że po porodzie umarły moje wyobrażenia o dziecku.
W mojej głowie i sercu umarł ktoś, kogo sobie stworzyłam… ale żyje ten, który został nam dany… właśnie taki, jaki jest… wzbogacony o dodatkowy chromosom. Jedyny w swoim rodzaju, po prostu nasz Syn Nikodem.
***
Więcej o szczegółach naszej pomocy można przeczytać [pod linkiem].
Zapraszamy do lektury innych świadectw opublikowanych na naszej stronie:
„Nie wiedziałam, że można wybrać inaczej” – świadectwo położnej
Była z nami godzinę. Zostanie na zawsze
Noemi – nasza kochana córeczka z Zespołem Downa, która nas totalnie zaskoczyła
HP JESTEM