Dzień Babci to czas wdzięczności, ale też wspomnień, tęsknoty i miłości, która nie przemija. W Dniu Babci publikujemy poruszający zapis z pamiętnika babci – osobistą opowieść o stracie wnuka z wadą letalną, o żałobie i nadziei zakorzenionej w wierze. To historia miłości silniejszej niż śmierć.
***
Z Pamiętnika Babci
Myślę, że przyjście na świat każdego dziecka to wielki cud i uśmiech od Pana Boga. Tak traktowałam narodziny moich dzieci i wnucząt. Łatwo jest przyjmować nowe życie jako dar, kiedy urodzi się zdrowe dziecko. Towarzyszą nam wtedy przyjemne uczucia. Ja jednak chcę podzielić się trudnym doświadczeniem, jakie przeżyłam kilka lat temu jako babcia…
Pewnego dnia córka podzieliła się z nami radosną wiadomością, że jest w stanie błogosławionym. Była to długo oczekiwana ciąża, więc radość była ogromna. Tak było na początku, ale w momencie, kiedy dowiedzieliśmy się o poważnej chorobie Dzieciątka, pojawił się lęk i niepokój, a także niedowierzanie, że to się dzieje naprawdę.
Baliśmy się o to, jak nasze dzieci sobie poradzą w tej sytuacji oraz o to, czy my jako dziadkowie będziemy umieli ich wspierać. Jednak potem nastąpił etap mobilizacji i wiedzieliśmy, że niezależnie od tego, co się wydarzy, chcemy być blisko i pomagać naszym dzieciom najlepiej, jak umiemy.
Przypuszczaliśmy, że czeka nas wymagający czas wspierania w wychowywaniu chorego dziecka. Myśleliśmy, że być może potrzebne będą jakieś operacje, a potem rehabilitacje. Cały czas jeszcze mieliśmy nadzieję, że może choroba nie będzie tak poważna. Modliliśmy się też o cud uzdrowienia, a w Nowennie Pompejańskiej prosiłam Boga o to, żeby przeprowadził nas przez tę sytuację. Modliłam się: „Jezu, Ty się tym zajmij”.
Wtedy nie wiedzieliśmy jeszcze, że Pan Bóg miał jednak dla naszej rodziny inny, trudny plan.
Okazało się bowiem, że Maluszek – Choruszek urodził się przedwcześnie z wadą letalną. Żył bardzo krótko, ale został ochrzczony przez tatę, dostał też mleczko swojej mamusi. Umierał w objęciach swoich kochanych rodziców, którym z bólu pękały serca. Moje babcine serce czuło podobnie. Pojawiło się u mnie pytanie „dlaczego?”… właściwie do dzisiaj nie znam odpowiedzi.
Po raz pierwszy byłam na pogrzebie tak malutkiego dziecka. Czułam wielki ból i niemoc, a równocześnie było to doświadczenie prawie mistyczne, gdzie czułam obecność paschalną Jezusa. Potem nastąpił bardzo trudny czas żałoby, który ciągle trwa. Najtrudniej było na początku. Zupełnie mnie to wszystko przerosło i nie wiedziałam, że będzie tak ciężko. Mam świadomość, że naszym dzieciom było jeszcze trudniej.
Nie umiałam znaleźć słów pocieszenia. Wszystkie wydawały się nieodpowiednie i za małe, żeby oddać ból. Nie wiedziałam, co mówić, ale kiedy nic nie mówiłam, też było dziwnie. Bałam się też, żeby nie zranić słowami. Postanowiłam modlić się na początku do Matki Bożej Bolesnej o ukojenie bólu. Wierzę, że mamy małego Świętego w niebie, który wyprzedził swoich dziadków, a nawet pradziadków.
Tęsknimy za Tobą, Maluszku, i bardzo Cię kochamy. Na zawsze będziesz w naszych sercach. Wierzę, że miłość jest potężniejsza niż śmierć! Ufam, że spotkamy się kiedyś w niebie.
Twoja Babcia
***
„JESTEM – mówi też o mnie, o Babci. Ja też jestem, czuję, tęsknię, przeżywam” – [przeczytaj]
Więcej o szczegółach naszej pomocy można przeczytać [pod linkiem].
HP JESTEM