Mam na imię Edyta, mam 37 lat i jestem mamą trójki dzieci, w tym dwóch aniołków. Nigdy bym nie pomyślała, że taka będzie historia mojego życia, pewnie nikt się takiej nie spodziewa. Z zawodu jestem psychologiem i psychoterapeutką i niejednokrotnie w terapii pracowałam z osobami, które przeżywały różne straty, także dzieci. Dopiero teraz, kiedy sama jaj doświadczyłam, wiem, jak bardzo głębokie i trudne jest to doświadczenie, jak bardzo bolesne. Nie da się tego zmierzyć żadną miarą. Jest na wskroś indywidualne i samotne, pomimo obecności innych osób. (…)
Oboje z mężem chcieliśmy stanowić przynajmniej czteroosobową rodzinę. Oboje mamy rodzeństwo i wiedzieliśmy, że pragniemy tego dla naszego syna. Jednak powrót do pracy codzienne obowiązki sprawiły, że odwlekaliśmy podjęcie decyzji o kolejnej ciąży. Przyszedł jednak ten przebłysk świadomości, że nasz syn jest coraz starszy, my też i że już lepszego momentu nie będzie. Dość szybko zaszłam w ciążę. (…)
Pierwszym niepokojącym sygnałem było to, ze wielkość płodu nie zgadza się z terminem z ostatniej miesiączki, i że pępowina jest dwunaczyniowa. (…) Zostałam skierowana na szczegółowe badania genetyczne i wtedy już nie było żadnych wątpliwości, że dziecko ma wadę letalną – zespół Edwardsa. Była przerażona. Nie było dnia w którym bym nie płakała, szczególnie trudne okazały się wizyty u specjalistów, które wyłączały mnie z życia na kilka godzin. (…)
Runęły moje wyobrażenia o dwójce zdrowych, dorastających dzieci. Runęły moje wyobrażenia o naszej czwórce spędzającej wspólnie czas. Przez cały okres ciąży byłam w żałobie. (…) Kiedy otrzymałam diagnozę zostałam zapytana, czy chcę ciążę kontynuować, czy zdecyduję się na terminację. Wyobrażenie że miałabym zdecydować o aborcji, było dla mnie bardziej przerażające niż świadomość urodzenia i przeżycia śmierci córeczki. Poczułam, że nie byłabym w stanie pogodzić się z tą decyzją gdybym ja podjęła. Wraz z mężem byliśmy w tym zgodni. (…)
Obecność Róży, zarówno jeszcze zanim się urodziła, jak i po narodzinach, wniosła do mojego życia dużo dobrego. Czuję że to był bardzo dobry czas dla mojego małżeństwa. Otrzymałam dużo wsparcia od męża. Mam nadzieję, że ja tez zdołałam go wesprzeć. (…) Początkowo odcinałam się od znajomych, sąsiadów. Kryłam się w obszernych ubraniach, żeby nikt nie spostrzegł, że jestem w ciąży. Chciałam uniknąć gratulacji i radości innych, gdy sama byłam pogrążona w smutku. (…)
Zbliżał się termin porodu. Otrzymałam dużo pomocy od pani Karoliny, która pracuje w hospicjum. Czuwała, abym została przyjęta do szpitala, w którym chciałam rodzić i abym była tam dobrze traktowana. Kolejną ogromną wartością z życia Róży było właśnie to, że poznałam wielu wspaniałych ludzi. (…) Choć lekarze uprzedzali nas, że dzieci z zespołem Edwardsa rodzą się niewielkie, ważą maksymalnie dwa kilogramy, nasza córeczka urodziła się z wagą 2480 gramów i mierzyła 50 cm. Ochrzciliśmy ją zaraz po porodzie, a dopełnienie chrztu zrobiliby w domu zaraz po zabraniu ją ze szpitala. (…)
Po załatwieniu wszelkich formalności wróciliśmy z córeczką do domu. Synek był bardzo zaciekawiony nią i wydaje mi się że szczęśliwy, że w końcu jego młodsza siostrzyczka jest z nami. Przez cały okres jej życia był blisko niej, przytulał ją, głaskał, śpiewał kołysanki i opowiadał wierszyki, pomagał w kąpieli. (…) Opieka nad córeczką była trudnym doświadczeniem. Zwłaszcza kiedy płakała, a my próbowaliśmy różnych sposobów aby ukoić jej ból. Bardzo lubiła masowanie stópek i kąpiele w wanience. (…)
Żyła dwa miesiące i trzy dni. W dzień jej śmierci wszyscy byliśmy razem (…) Żałoba jest procesem. Moja trwa nadal(…) Na mój proces przeżywania żałoby nałożyła się wiadomość o ponownej ciąży (…)
Edyta – mama Róży
Fragment wspomnień Edyty Zdanuczyk zamieszczony w książce pt. Okruszki str.231–245 www.okruszkinadziei.pl