Mówienie o dzieciach i o moim macierzyństwie nie zawsze było takie łatwe… Gdy ktoś nieznajomy pytał mnie, ile mam dzieci lub czy Julcia ma rodzeństwo, w głowie rodziły się pytania; co mówić, a jak już mówić to w jaki sposób? Bałam się niezręcznych pytań, spojrzeń pełnych litości, krępującej ciszy. Podświadomie obawiałam się, że będę musiała coś tłumaczyć, a nie byłam na to jeszcze gotowa. (…)
Wiedzieliśmy, że jedno z wykonanych przez nas badań da nam odpowiedź na pytanie, jakiej płci możemy się spodziewać, stwierdziliśmy, że fajnie byłoby zrobić sobie wakacyjny prezent i mieć co wspominać. Po kolejnym dniu spędzonym na górskich szlakach podczas kolacji weszliśmy na stronę kliniki … chłopiec, zespół Edwardsa. W pierwszej chwili nie byłam pewna, czy dobrze widzę, po kilka razy czytałam tę samą linijkę, a później pamiętam tylko uczucie, jakby ziemia osunęła mi się spod nóg. Opadłam na łóżko zalana łzami i sercem bijącym tak mocno, jakby chciało mi wyskoczyć z klatki piersiowej. Miałam zawroty głowy. Mąż przybiegł do mną do pokoju, już o nic nie pytał, wszystko wiedział. Wtuliliśmy się w siebie bez słowa. (…)Patrząc na ten dzień z perspektywy czasu, widzę, że nie bez powodu diagnoza przyszła do nas tam, w górach. Coś przecież tchnęło nas, że wpadliśmy na pomysł, aby właśnie tam się z nią zapoznać. Dzisiaj już wiem, że w górach jest się bliżej Pana Boga i tam poznaliśmy Boży plan wobec nas. (…)
Po pewnym czasie natrafiłam w Internecie na hasło; hospicjum perinatalne i tak trafiliśmy do hospicjum TuliPani. Już pierwsze spotkanie z tymi cudownymi ludźmi dało mi siłę i nadzieję na to, że sobie poradzę, że ta droga jest do przejścia. Zaczęłam na nowo cieszyć się z tego, że będę mamą, ta radość jednak była inna, krótkodystansowa, od dziś liczył się każdy dzień razem. Miłość do Kubusia sprawiała, że krok po kroku przemierzałam tę drogę i cieszyłam się z kolejnego dnia, z każdego kopniaka w brzuch, bo to znaczyło że nasz synek dalej jest z nami. (…)
Był 30 grudnia, ok. 9.00 byłam na izbie przyjęć i wtedy przyszedł czas na słowa, których nie chciałam usłyszeć „Bardzo mi przykro, serduszko przestało bić”. Zaczęłam mocno płakać, po raz kolejny mój świat rozsypał się na kawałki. Myślałam, że jestem przygotowana na te słowa, wiedziałam że ten dzień nadejdzie, jednak to nieprawda, nie można się na to przygotować. Zadzwoniłam po męża, który czekał na mnie na parkingu. Razem rozpoczęliśmy pożegnanie naszego ukochanego synka. (…)
Panowała cisza, jakby czas na chwilkę się zatrzymał. O godzinie 2.35 przywitaliśmy na świecie drugą największą miłość naszych serc. (…) Był owinięty w ubranka, kocyk, czapeczkę i kaftanik, które uszyły specjalnie dla niego dwie kochające babcie. Całowaliśmy i oglądaliśmy jego cudowne ciałko. Chciałam dobrze go zapamiętać na resztę życia… Był piękny, niczego mu nie brakowało i wbrew diagnozom lekarzy miał wszystko we właściwym miejscu. Przez cały ten krótki wspólny czas opowiadałam Kubusiowi o rodzinie. (…) Mąż podszedł do niego ostatni raz i powiedział; „Pa, synku”. Było to bardzo wzruszające. Jednak najgorszy był moment, gdy ja musiałam wyjść, a on został. (…) Po powrocie wszyscy przywitali mnie z ogromną czułością i delikatnością, a Julcia podbiegła do mnie otwarcie i radośnie. (…)
Nadszedł dzień pogrzebu, rozpoczęliśmy go Mszą św. w intencji naszej rodziny, następnie udaliśmy się na cmentarz. (…) Zjawili się znajomi, których po diagnozie trochę odtrąciliśmy od siebie, bo zamknęliśmy się na spotkania towarzyskie, a oni mimo to byli tego dnia z nami. To było piękne. (…)
Kubuś zmienił nasze małżeństwo i naszą miłość. To uczucie musiało zaowocować czymś pięknym i po niedługim czasie odkryliśmy, że spodziewamy się dziecka. Bóg obdarował nas kolejnym synkiem. (…)
Kasia – mama Kubusia
Fragment wspomnień Katarzyny Dąbrowskiej zamieszczony w książce pt. Okruszki str.257-267 www.okruszkinadziei.pl