Zacznę od tego, że jestem tatą Ksawerego. Mam na imię Paweł, jestem żołnierzem. (…) Z radością przyjęliśmy wiadomość, że będziemy mieli dziecko. Super! Pojawiły się też obawy, ponieważ wcześniej przeżywaliśmy poronienia i pojawił się niepokój, czy Ksawery wytrzyma do następnej wizyty. (…) Nadszedł dzień wizyty, okazało się, że serduszko Ksawerego bije, ale to był koniec dobrych widomości. Coś jest nie tak, pani doktor nie powiedziała co, ale skierowanie na badania prenatalne wzbudziły w nas strach… Ten dzień był chyba najstraszniejszy w całej ciąży – badania prenatalne i diagnoza, widok mojej żony i te emocje, ten płacz na parkingu w środku Gdyni, coś okropnego, świat się zatrzymał. Okazało się, że u Ksawerego nie wykształciła się część czaszki. Co teraz będzie, co rozbić, gdzie szukać pomocy? Po badaniu udałem się do kościoła ze zdjęciem Jana Pawła II w kieszeni. Człowiek szuka wszędzie i ma nadzieję na cud.
Nie wiem, skąd Magda wiedziała o hospicjum Tulipani. Zadzwoniliśmy tam i umówiliśmy się na spotkanie. Czułem się dziwnie, ale i też spokojnie jadąc na pierwszą rozmowę. Spokojnie, ponieważ nie umiałem w tamtej chwili pocieszyć Magdy i miałem nadzieję, że tam coś nam doradzą, pomogą. Spotkanie okazało się dość dziwne (…), ale dające oparcie, że nie jesteśmy sami, a do tego wiedza, że niestety takich podobnych przypadków jest mnóstwo, że nie jesteśmy jedyni, że jest ciężko, ale oni pomogą nam przez to przejść. Ta pierwsza rozmowa dała chwilową ulgę. Mieliśmy się zastanowić czy chcemy oddać się pod ich opiekę. Tak się stało.
Czas mijał, Ksawery rósł (…) Przykry jest fakt, że bliscy i ludzie wokół nie rozmawiali z nami o Ksawerym, bali się poruszania tego tematu oraz tematu otaczającej nas wszystkich atmosfery śmierci.
Nadszedł dzień rozwiązania. 20 lutego Magda zadzwoniła ze szpitala, że mam przyjechać, bo to już. Byłem bardzo zestresowany, bo przy poprzednich porodach nie mogłem być, zawsze wypadała mi służba. (…) Trafiliśmy na profesjonalne położne, były dla nas życzliwe, zastępca ordynatora zresztą też. W sali było wszystko o co prosiliśmy w liście napisanym do hospicjum. Mieliśmy atrament, by odbić stópki naszego synka, rożek i maleńką czapeczkę, a to wszystko dzięki temu, że udaliśmy się do hospicjum perinatalnego Tulipani. Teraz to wszystko zaprocentowało. (…)
To była straszna, a zarazem piękna chwila. Ksawery nie oddychał. (…) Odbiłem nóżki na pamiątkę i usiadłem. Patrzyłem na synka i biłem się z zmysłami, czy wziąć go na ręce, bo jest taki kruchy, malutki. On już był w niebie, a ja bałem się, że zrobię mu krzywdę. W końcu po ok. 30 minutach znalazłem w sobie siłę i wziąłem Ksawerego na ręce. To było piękne. Miał moje palce, w ogóle był podobny do mnie. (…)
Ksawery odszedł, ale zawsze pozostanie z nami. Mamy album z przebiegu całej ciąży – jeszcze nieskończony, ale kiedyś się doczeka. Mamy piękną sesję, którą zorganizowała nam Wiola i Ewa. Mamy też wiedzę, że da się to przeżyć, że jest ciężko, ale osoby które poznaliśmy na swojej drodze krzyżowej – lub inaczej, osoby, które Ksawery z nami poznał – dały nam tyle siły i tyle bezinteresownej życzliwości, a wręcz miłości i gotowości do pomagania innym, że to przywraca wiarę w ludzi. Wspaniałe jest też to, że historia Ksawerego jest w tej książce. Zostanie zapamiętany. Żył tak krótko, a jest z nas najsławniejszy. Pragnę skierować kilka słów do rodziców, którzy znajdą się w podobnej sytuacji. Będzie lepiej z czasem, a jeśli jeszcze otrzymacie opiekę, jaką załatwił nam Ksawery, to wszystko jakoś się ułoży … życzę dużo sił.
Paweł – tata Ksawerego
Fragment wspomnień Pawła Kiedrowicza zamieszczony w książce pt. Okruszki str.249-253 www.okruszkinadziei.pl