„Niewiele mówi się o stracie, którą przeżywają Babcie i Dziadkowie. Ich ból i stracone nadzieje okryte są płaszczem milczenia, pomijania. Dziadkowie przecież też cierpią, noszą w sobie niespełnione pragnienia, chęć przytulania maluszka, całowania i kochania, a w końcu pożegnania go” – napisała w swoim świadectwie Babcia, która straciła wnuczka. W Dzień Babci, a jutro w Dzień Dziadka, zapraszamy do zapoznania się z tym pięknym świadectwem, które jest jednocześnie apelem, o zwrócenie większej uwagi nie tylko na osieroconych rodziców, ale także ich bliskich.
***
Jestem żoną, mamą, teściową i babcią…choć nigdy nie mogłam wziąć mojego wnuczka na ręce, przytulić i ucałować.
Kiedy syn i synowa z dumą przekazali nam nowinę, że zostali rodzicami, od razu w sercu, nazwałam się Babcią. Po pierwszych gratulacjach i informacjach, co do spodziewanego terminu porodu, od razu poruszyła się we mnie wyobraźnia, plany i marzenia, związane ze zbliżającym się przyjściem na świat pierwszego wnuczka.
Jak to będzie? Jak pomóc młodym w tej nowej sytuacji? Jak i czy w ogóle planować wszelkie wyjazdy? By w gotowości być na miejscu i ewentualnie móc pomóc.
To była radosna tajemnica, ponieważ młodzi chcieli osobiście wszystkim przekazywać radosną nowinę. Tak ruszył ich łańcuszek telefonów i odwiedzin.
Kiedy dziecko pojawia się na świecie, nawet jeszcze tak maleńkie, że nie widoczne w brzuszku swojej mamy, staje się centrum wszelkich myśli, planów i zamiarów.
Ten radosny stan został brutalnie i definitywnie przerwany kolejną informacją. Serduszko naszego wnusia przestało bić!!!
Szok…
Przerażenie…
Poczucie bezradności…
Przytłoczenie…
Łzy…
Niedowierzanie.
Powinnam wtedy być wsparciem dla córci i syna, a sama rozsypałam się w środku. Płynęły łzy.
Nie wiedziałam co powiedzieć, co myśleć… Ciemność i ściśnięte serce, gdy patrzyłam na tak boleśnie dotkniętych młodych rodziców.
Niewiele mówi się o stracie, którą przeżywają Babcie i Dziadkowie. Ich ból i stracone nadzieje okryte są płaszczem milczenia, pomijania. Dziadkowie przecież też cierpią, noszą w sobie niespełnione pragnienia, chęć przytulania maluszka, całowania i kochania, a w końcu pożegnania go.
Jakże bolesne były słyszane z różnych ust słowa: „No i co się tak martwisz, będą mieli kolejne, są jeszcze młodzi”, „Po prostu o tym nie myśl”. Jak nie myśleć, gdy wtedy nic innego nie było ważne?! Jak się nie martwić, gdy serce pęka i krwawi?!
Wszelkie słowa negujące mój aktualny stan, były raniące dla mnie. Czułam się niezrozumiana i odrzucona. Potrzebowałam wtedy po prostu serdecznej obecności, bliskości, przytulenia bez słów…bo co można wtedy powiedzieć? Zaprzeczanie moim emocjom nie pomagało, nie poprawiało sytuacji. Potrzebowałam czasu i przestrzeni, by móc komuś opowiedzieć o swoim przeżywaniu, o straconych tęsknotach, o pogrzebie, o żałobie… Chciałam się wygadać w poczuciu bezpiecznego przyjęcia.
Wiem, że każdy przeżywa inaczej. Jedni potrzebują mówić o własnym bólu, inni bardziej milczeć. Jedni i drudzy pragną życzliwego przyjęcia.
W Hospicjum Perinatalnym JESTEM usłyszałam, że nie ma jednego, właściwego sposobu przeżywania żałoby. Każdy może ten stan przeżywać po swojemu, w swoim czasie. Nie trzeba się niczemu w sobie dziwić. Nie ma emocji dobrych czy złych, są po prostu te, które czujemy. Nasze skumulowane przeżycia wychodzą z nas w najróżniejszy sposób.
Hospicjum Perinatalne JESTEM może wesprzeć w przeżywaniu żałoby, nie tylko rodziców po stracie dziecka, ale również dziadków po stracie wnuka, czy wnuczki i inne osoby związane z rodzicami w żałobie, które może nie wiedzą jak się zachować w tak trudnej sytuacji.
JESTEM – przypomina mi, że mój wnusio „jest”, choć w innym wymiarze.
JESTEM – mówi też o mnie, o Babci. Ja też jestem, czuję, tęsknię, przeżywam.
JESTEM – to drugi człowiek, który potrafi z ciepłem i zrozumieniem po prostu towarzyszyć w żałobie.
JESTEŚMY – razem, wtedy jest łatwiej…
Ewa
HP JESTEM