(…)Początkowo wszystko przebiegało dobrze. W 16. tygodniu ciąży dowiedzieliśmy się z mężem, że oczekujemy synka. (…) Byłam spokojna i zadowolona. Początkowo wizyta przebiegała standardowo. Pani doktor przejrzała moje wyniki badań, przeprowadziła badanie ginekologiczne, na końcu wykonała USG, jak zawsze w skupieniu i milczeniu, a ja przyglądałam się synkowi na ekranie monitora. Po chwili usłyszałam; „Aga musi to zobaczyć”. Pani doktor dalej badała Danielka i mówiła, że serduszko pracuje dobrze, kończyny są w porządku, buzia, nosek również, niepokoi ją jedynie to, że żołądek jest powiększony. Zakończyła USG i powiedziała, że poda mi numer do swojej przyjaciółki, która jest bardzo dobrym perinatologiem. (…)
Na monitorze zobaczyłam mojego synka. Czekałam na słowa; „Nie widzę nieprawidłowości, wszystko w porządku”, których nigdy nie usłyszałam… Zamiast tego pani doktor po chwili badania odłożyła głowicę USG i powiedziała, że niestety nasze dzieciątko ma przepuklinę przeponową. (…)
Pamiętam, że pod koniec akcji porodowej do sali weszli neonatolodzy, którzy w pierwszej minucie zaintubowali Danielka. Normalne jest to że dzieci po porodzie płaczą, ale nie w przypadku tej wady. Danielek nie płakał, usłyszałam tylko ciche kwilnięcie. Wiedziałam, że tak będzie. (…) Pani położna zaproponowała aby Filip poszedł i zrobił zdjęcie Danielkowi. Trochę się zdziwiliśmy, bo nie chcieliśmy przeszkadzać lekarzom, ale Filipowi udało się zbliżyć do naszego synka i zrobić kilka zdjęć. Jestem teraz tak wdzięczna tej położnej za jej propozycję, ponieważ te zdjęcia są dla nas piękną pamiątką. (…)
Przyszła do mnie położna, aby zawieźć mnie na wózku na OIOM dla noworodków. Zabrałam ze sobą pieluszkę tetrową w dinozaury – pierwszą rzecz, którą mu kupiłam. Kiedy dotarłam na miejsce, pokazano mi inkubator z moim synkiem. Był taki śliczny. Nie mogłam uwierzyć w to, że jest naprawdę połączeniem mnie i mojego męża. Zastanawiałam się też, do kogo jest bardziej podobny. Mogłam przez otwory w inkubatorze dotknąć go, jego stópek, które przez tyle czasu mnie kopały. (…)
Powiedziała „Mama Daniela”. Potwierdziłam. Pierwszy raz wtedy usłyszałam, jak ktoś nazwał mnie mamą Daniela. Niby nic takiego, ale poczułam taką dumę… Tak, byłam mamą Daniela. (…) Wkrótce przyszedł doktor Łukasz i powiedział, że pokaże mi wykonane zdjęcie. Pokazał i wtedy usłyszałam informację, że lewego płuca nie ma, a prawe prawie w ogóle nie pracuje, prawdopodobnie jest źle zbudowane i że z medycznego punktu widzenia nie ma już szans na to, że Danielek przeżyje. Pamiętam, że była wtedy cały czas spokojna. Powiedziałam, że w takim razie czekam na cud. (…)Dostałam pozwolenie by zadzwonić po Filipa, mógł przyjechać i razem ze mną czuwać przy synku. I tak oto rozpoczęła się najpiękniejsza noc naszego życia. (…)
Tuliłam go do siebie i śpiewałam mu. Po jakimś czasie przyszedł pan doktor, aby go zbadać i poinformował nas, że akcji serca już nie ma, że nasz chłopczyk odszedł. Chciałam go dotykać, kiedy będzie odchodził, trzymałam go na rękach, kiedy to się stało. Lubię myśleć o tym, że Danielek tak długo walczył o każde uderzenie serduszka, ponieważ czuł się samotny, ale kiedy wzięłam go na ręce, stwierdził że jest dobrze, bo już jest u mamy i może spokojnie odejść.(…)
Wiele pięknych i wartościowych rozmów odbyło się między mną a mężem właśnie nad grobem synka. A kiedy zdarzy się, że się pokłócimy, po przyjeździe na cmentarz nasze serca miękną i potrafimy się pogodzić.(…)
Kasia – mama Danielka
Fragment wspomnień Katarzyny Wierzbińskiej-Stochmal zamieszczony w książce pt. Okruszki str.285-301 www.okruszkinadziei.pl