Serduszko biło, czułam ruchy, to było dla mnie najważniejsze! Byliśmy z mężem w totalnym szoku. Nawet nie wiedziałam, o co pytać. Pamiętam doskonale obraz tego badania, te torbiele w nerkach … i moją myśl okej, nerki chore ale wyjdzie z tego, prawda? (…) Wada genetyczna. Dziecko najprawdopodobniej umrze, jeszcze w brzuchu lub po porodzie. (…) Skontaktowaliśmy się z Warszawskim Hospicjum dla Dzieci. Rozmawialiśmy z psychologiem. (…) Niemal co tydzień miałam konsultację lekarską. (…)
(…) urodziłam córeczkę. Dopiero wtedy poznaliśmy płeć. Mąż szczęśliwie zdążył wejść do Sali na sekundę przed porodem, ochrzcił ją, daliśmy jej na imię Marysia. Położyli mi ją na brzuchu. Była malutka, 33cm, 780g. Żyła 12 minut. Myślę, że odeszła w spokoju, bez bólu, mimo że urodziła się w bardzo ciężkim stanie. Trafiliśmy na świetny personel, serdeczny, ciepły, z wyczuciem. Pozwolili nam być z Marysią tak długo, jak potrzebowaliśmy. (…)
Tydzień po porodzie odbieraliśmy jej ciałko ze szpitala. Wtedy bardzo wyraźnie zobaczyliśmy jej rysy twarzy i buźkę tak podobną do naszej Zosi. Wyglądała jak jej miniaturka. Spłakaliśmy się wtedy okropnie. Pamiętam niemal każdy detal, zapach, dotyk. Otuliliśmy ją w becik i założyliśmy czapeczkę od wolontariuszek z grupy Tęczowy Kocyk. Włożyliśmy do białej trumienki. Pogrzeb odbył się 8 grudnia o 12, w Godzinę Łaski, pochowaliśmy ją w zbiorowym grobie Dzieci Utraconych na Cmentarzu Wolskim. (…)
Uważam się za mamę dwóch córek. Nie zapominamy o Marysi. Mamy różne drobne pamiątki, na przykład szydełkową niezapominajkę od Tęczowego Kocyka, zdjęcia, odcisk stópek oraz obrazek anioła podarowany przez znajomych. (…)
Istnienie Marysi i jej historia bardzo wpłynęły na mnie i naszą rodzinę. Ustawiła priorytety. Zrozumiałam, że wszystko może być ulotne, że nie ma gwarancji na szczęśliwe zakończenie, że warto żyć tu i teraz, doceniać to, co się ma. (…)
Strata dziecka jest w mojej ocenie najtrudniejszym i najboleśniejszym doświadczeniem, jakie można przeżyć. Warto dać sobie dużo czasu, na żałobę w takiej formie, jakiej potrzebujemy, i dać sobie prawo do przeżywania wszelkich uczuć. (…) To budujące, że prędzej czy później można się podnieść z najgłębszego dna rozpaczy. Tego życzę każdemu rodzicowi po stracie – podniesienia się, w swoim czasie i w swoim tempie, po opłakaniu tej wielkiej straty, przy wsparciu osób, których potrzebują.
P.S. Nam też się udało. Po czterech latach starań, z pomocą naprotechnologii, doczekaliśmy się kolejnego dziecka i obecnie mamy trzymiesięcznego synka.
Agnieszka – mama Marysi
Fragment wspomnień Agnieszki Janowskiej zamieszczony w książce pt. Okruszki str. 69-79 www.okruszkinadziei.pl